Ostatnio komentowane
Ci nasi guru...
Wpisany przez Dapi niedziela, 01 listopada 2009 16:00
Cykl dotyczący prostych metod inwestycyjnych byłby niepełny bez charakterystyki głównego autora "słusznych rad" czyli rynkowego "guru". Wpis dotyczacy guru obiecywałem już jakiś czas temu i dzisiaj jest znakomita okazja aby go popełnić - dzieląc się z czytelnikami swoimi przemyśleniami.
Z bardzo obrazowym podziałem guru możemy się zapoznać u A. Eldera. Wyróżnia on trzy grupy guru rynkowych. Pierwszą stanowią guru cykli giełdowych. Sa to osoby związane z rynkiem kapitałowym, które starają się przewidzieć wszystkie istotne zwyyżki i spadki. Każdy cykl giełdowy posiada swoich przedstawicieli tej grupy. Cechą charakterystyczną jest to, że są to osoby z tzw. obrzeża rynku analiz. Najczęściej są to osoby wcześniej kompletnie nieznane, acz mające swojej zamknięte grono "wyznawców".
Moda, czy też inaczej "szał "na kolejne analizy zaczyna się w momencie, gdy guru uda się "trafić" - chociaż dwa razy z rzędu lub też przewidzieć naprawdę szczególnie istotne odwrócenie na rynku. Czas życia - najczęściej niepełny cykl giełowy - jakikolwiek by nie był. Dalsze stosowanie tych samych metod powoduje naturalne zejście guru.
Kolejną grupę stanowią guru magicznych metod inwestycyjnych. To "ekipa", która ma ogromne znaczenie na rynku instrumentów pochodnych. Moment pojawienia się na scenie - nowy system inwestycyjny. Oferują zestaw kluczy do rynku, zapewniający "dozgonne bogactwo". Przykładów jest bez liku, wystarczy przejrzeć pozycje na półce -giełda, inwestycje- w księgarniach. Czas życia bardzo zróżnicowany, z możliwością przedłużania. Metoda przedłużania to wydawanie swoich książek w przekładach na kolejne języki, różnych krajów.
Nastepną grupę stanowią martwi guru. To najfajniejsza grupa. Pozwala ona zarabiać na naiwności ogółu najbardziej cwanym jednostkom. Można wznawiać pozycje orginalne guru, ale także wydawać nowe książki z modyfikacjami metod czy też ich własnoręcznymi opisami. Tutaj można posłużyć się mocnymi nazwiskami np. Gann, który nigdy nie potrafił utrzymać sie z giełdy czy też Elliott. Czas życia - nieśmiertelni, dokąd będziemy w stanie za to płacić.
Ja ze swojej strony dodałbym jeszcze grupę czwartą czyli instytucjonalnych guru. Są to osoby zarządzające rozmaitymi funduszami na rynku kapitałowym. Tutaj "śmiertelność" jest uśredniona z wynikami guru cykli giełdowych i magicznych metod. Stanowią oni grupkę wygranych, którzy wykazują wyniki lepsze od benchmarku w określonym, najczęściej krótkotrwałym czasie.
Wszystkie powyższe grupy posiadają jedną część wspólną. Źródłem ich sukcesu jest...przypadek.
W naszej realnej, giełdowej rzeczywistości poszukiwania oraz weryfikacja różnych guru to pewna normalność. Dzięki temu całą tą "szopką" zainteresował się świat naukowy, czyniąc odpowiednie badania, których jest bez liku. Noblista, Merton Miller ujął to w bardzo dosadny sposób: "Jeżeli 10000 osób przygląda się kursom akcji i próbuje wskazać najlepszy zakup, to jednemu z 10000 uda się trafić wyłącznie za sprawą przypadku i nic innego w tym nie ma...". W ten sposób możemy spróbować podsumowac pierwszą grupę rynkowych guru.
W 1978 roku pewien felietonista sportowy ujawnił system, który jak twierdził, pozwala przewidzieć pod koniec stycznia każdego roku, czy w bieżącym roku nastapią wzrosty czy też spadki na rynku akcji. Stwierdził także, że jego system poprawnie przewidywał zachowanie rynku przez ostatnie jedenaście lat. Przepowiednie tego człowieka były poprawne od 1979 do 1989 roku, zawiodły w 1990 roku, aby do 1998 roku znowu poprawnie wskazywać kierunek rynku. To najzdolniejszy analityk od czasów Dowa ! Mógłby takim byc ogłoszony gdyby nie ujawnił swojej metody. System tego pana oparty był na wyniku...rozgrywek w Super Bowl - puchar w zawodowym futbolu amerykańskim. Gdy wygrywała drużyna, która kiedyś należała do Narodowej Ligi Futbolu, przepowiadał wzrost na rynku akcji. Gdy wygrywała drużyna, która kiedyś należała do Amerykańskiej Ligi Futbolu, przepowiadał spadki.
Teraz możemy zastanowić się czy jest możliwość, aby ktoś dobrze przewidział kierunek rynku dwa razy z rzędu. Jeżeli na rynku jest 10000 osób które typują kierunek na rynku, to 1000 może trafić dwa razy pod rząd, a 10 trzy i nawet jedna cztery razy. Problem polega na tym, że my widzimy tylko ta jedną, nie biorąc pod uwagę, ze jest to ta jedna przypadkowa osoba z np. miliona. O tym przypadku napiszę więcej na Mikołaja - w ramach prezentu od Dapiego.
W latach dziewięćdziesiątych był taki zarzadzający funduszem Bill Miller, który został uznany za guru zarządzania w wielu czasopismach oraz portalach finansowych. Przez pięć lat zdobywał wiele nagród. Przez piętnaście lat zarządzany przez niego fundusz zyskiwał więcej niż SP500. CNN podało, że według jednego z analityków szanse pojawienia się takiej passy wyłącznie w wyniku przypadku są jak 1 do 372529. Problemem pierwszym było to, że w trakcie Miller miał ponad trzydzieści dwunastomiesięcznych okresów w których tracił w stosunku do średniej ważonej SP500 - nie były to lata kalendarzowe czyli od 1 stycznia do 31 grudnia. W latach kalendarzowych nie tracił - przypadkowo. Ktoś mógłby pomyśleć, że zazdrośnicy się "wyzłośliwiają'. Niekoniecznie...
Załóżmy, że 1000 zarządzających funduszami codziennie rzuca monetą. W pierwszym roku mniej więcej połowa wyrzuci reszki; po dwóch latach mniej więcej jedna czwarta wyrzuci dwie reszki; po trzech latach mniej więcej 1/8 wyrzuci trzy reszki pod rząd itd. Ci z orłami wypadają z gry. Nie ma to znaczenia. Prawdopodobienstwo, że Bill Miller po piętnastu latach będzie miał same reszki wynosi 1 do 32768. Jednak my nie wiedzieliśmy kto ma wygrać ! Prawdopodobieństwo, że conajmniej jedna osoba spośród 1000 wygra - czyli będzie miała same reszki wynosi 0,03 czyli 3%.
Teraz jeszcze bardziej przekonująco. Prawdopodobieństwo, że w ostatnich 40 latach, któryś z 6000 tysięcy zarządzających funduszami bedzie przez jakiś okres piętnastu lat lepszy od SP500 wynosi 75% !
Nikt nie przypisywał zasług dziennikarzowi sportowemu cytowanemu powyżej, a wszyscy je przypisywali Billowi Millerowi...
O prawdopodobieństwach jeszcze napiszę. Okazuje się, że nie wiemy kompletnie, kiedy mamy je dodawać, a kiedy mnożyć. Co dawno temu ktoś już udowodnił na łamach WSJ.
Literatura:
J.A.Paulson Matematyk gra na giełdzie
Taleb ŚLEPY TRAF Rola przypadku w sukcesie finansowym
L. Mlodinov Matematyka niepewności. Jak przypadki wpływają na nasz los
| « poprzednia | następna » |
|---|
- Jakbym zaczął inwestowanie...gdybym
- Zrozumiec indeks cz.2 - czyli jak zarabiać ?
- MMM: rozkład normalny, Bollinger i inne pierdety
Komentarze
Pisalem o tym kiedys: www.trystero.pl/archives/955
Analityk, który trafia jest troche jak koleś z filmów, którego gra zwykle Bruce Willis i który, żeby gdzieś tam sie dostać musi ciągle przecinać niebieskie i czerwone druciki. Taki analityk, któremu długo udaje się przecinać odpowiedni kabelek i nie wylecieć w powietrze, pociąga za sobą coraz większą rzeszę entuzjastów. Niestety powinien wiedzieć, że im dłużej będzie trwała ta jego dobra seria, tym większe będzie grono tych, którzy wylecą w powietrze razem z nim, jak w końcu się pomyli.
:-)
Praktycznie nie napisał jak to zrobić i w tym przypadku analityk jest mało przydatny. Lepiej założyć stronę z możliwością wpisywania swoich "systemów" czy też "strategii".
Następnie obserwować kto w danym momencie wygrywa. Podłączać się pod pierwszego ale już nie drugiego - korelacja może nas zgubić i w ramach dywersyfikacji ryzyka wybrać kogoś innego. Wraz z upływem czasu "przebukowywać" pozycję na tego co wykazuje dynamikę na Equity.
Gdzieś nawet widziałem taką stronę :-)
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.