Ostatnio komentowane
To dlaczego ZAWSZE nie zarabiasz ?
Wpisany przez Dapi czwartek, 20 listopada 2008 08:43
czyli nowomowy część druga
Kontynuując wpis Zwierzęce instynkty przez chwilę zastanowię się dlaczego on, ten emocjonalny guru rynku -- TECHNIK nie zarabia zawsze.
Otóż on zachowuje się jak człowiek we mgle, któremu czasami się na tyle przerzedzi, że dojrzy ląd na oceanie. Trzeba przyznać, że jak chwyci za wiosło to prawie osiągnie cel. Przerzedziło się to leci i pędzi, tylko za chwilę znowu mgła zaszła horyzont i nie wie gdzie jest. Czasami to nawet pędzi dalej mimo że celu już nie widać, bo a nuż będzie w tym miejscu gdzie go widział dwa dni temu ;)
Różnica pomiędzy technikiem - systemowcem a technikiem - obrazowcem polega tylko na zróżnicowanych reakcjach. Systemowiec reaguje zawsze tak samo i na ściśle wybrane miraże. Różnica pomiędzy technikiem a fundamentalistą to taka, że fundamentalista widzi już to czego nikt nikt jeszcze nie widzi. Jemu mgła nie przeszkadza. Co dziwniejsze jeszcze wie, że jak mu braknie sił to manna spadnie z nieba w postaci...dywidendy.
Gra z rynkiem to gra w pokera...
Są zasady, są różni wygrani jest gra. Jakby wygrywał każdy...nie było by gry. Części wspólnych pokera i rynku jest wiele. Przede wszystkim ten sam uczestnik czyli człowiek. Zawodowy gracz w pokera nie wścieka się, że przegrał, on wie, że miał karty, które umożliwiały zajęcie pozycji czyli licytację. Podjął ryzyko ważąc stawkę. Wszyscy znają zasady niektórzy wygrywają. Wyniku gry nie da się przewidzieć nawet znając prawdopodobieństwo wygranej kartami na ręku. Dlaczego ? Bo czasami ktoś zablefuje ! Blef jest wpisany w samą grę...znajomość zasad gry i statystyki nie zawsze gwarantuje zwycięstwo. Pozwala przetrwać do następnego rozdania. Tak wiele i tak niewiele. Co ciekawe blef odróżnia pokera od ruletki. Tak jak teoria dzwonu jest różna od teorii fraktalnej czyli brak stałości prawdopodobieństw.
W to wszystko wkracza także kontrarianizm jako element natury
Rynek nie jest efektywny ponieważ inwestorzy się mylą. Źle oceniają wpływ teraźniejszości na przyszłość jeżeli ta teraźniejszość jest zła i odwrotnie, mają także tendencję do oceniania rynku ze swojej perspektywy czy to inwestora indywidualnego czy wielkiej instytucji prognostycznej. Oczywiście NIE ZAWSZE ŹLE. Często rynek ma rację. Pozostaje odpowiedź na pytanie KIEDY rynek ma rację ? To akurat nie jest szczególnie trudne...w trendzie rynek ma zawsze rację. Choćby nie wiem ilu twierdziło, że jak taksówkarze mają już akcje to już jest koniec. Dopóki jest trend rynek ma rację. Kiedy rynek się gubi i trudno jest na podstawie jego wskazań działać ? W momentach zwrotnych gdy występuje wojna nastrojów inwestorów. Wykres wielokrotnie zmienia kierunek to raj dla graczy DT ale dla spekulanta o dłuższym terminie inwestycyjnym to nie jest czas na zajmowanie pozycji. W tych momentach zbiorowość rynku częściej nie trafia niż trafia. Wystarczy popatrzeć na nieudane wybicia z konsolidacji czy próby zmiany trendu. Ile razy dajemy się na to złapać...Proszę popatrzeć choćby na wykres indeksów giełdowych w czerwcu 2006.
Z tego wynika, że pseudo kontrarianizm czyli bicie w czambuł oczywistości które przekazuje nam zbiorowość jest tak samo dziecinne jak przyjęcie, że rynek to zbiorowość efektywności. A następny wniosek z tego wypływający to taki: kontrarianizm nie jest Graalem dla rynku. Znajomość momentów nieefektywności rynku nie daje nam recepty na to jaki kierunek jest słuszny. Kontrarianizm jest tylko odpowiedzią natury na efektywność. Badanie wskaźników nastroju jest dodatkowym typem analizy z której wyciągnięcie prawidłowych wniosków jest tak samo trudne jak ze wskaźników AT.
To właśnie oznacza, że rynek nie dąży do średniej
Rynek zapomina o średniej. Tak jak w myśl teorii fraktalnej rynek zapomina o warunkach początkowych. Zmienna ilość bodźców i zmienna reakcja na bodźce w zależności od czasu a NIE OD ILOŚCI danych czyni układ ciągle niestabilnym...z momentami statystyki klasycznego dzwonu gdzie możemy powiedzieć, że rynek jest nieprzewidywalnie przewidywalny bo taki opis znamy. Problem to my mamy nie z tym tylko z okresem gdzie wpływ poszczególnych bodźców jest dla nas tajemnicą. Traci władzę liniowość wchodzi do gry coś co nawet nie wiemy ile tych parametrów wprowadza a gdzie nam do oceny ich wpływu. Ile razy to czytaliście, że punkt wejścia w rynek nie jest tak istotny jak punkt wyjścia. Z góry musimy założyć licytację określoną stawką i w przypadku trafnego zajęcia pozycji zdać się na naturę ruchu a potem wybrać jego koniec, co żenujące prawie na ślepo. Bo jak inaczej określić proponowane nam trial stopy, stopy oparte na stałych wartościach czy też stopy oparte na znanych nam zmiennych. Dostajemy w głowę przy wejściu, dostajemy w głowę przy wyjściu a więc zbawieniem dla nam jest okres w którym to zbiorowość emocji ma rację. Od długości tego okresu zależy nasz zarobek. W momentach zwrotnych jesteśmy bezradni jak baranki idące na rzeź.
Jednak to wszystko nie jest takie proste
Zakładając, że znamy opis rynku przyjmując, że jest to teoria fraktalna niewiele nam to daje. Nie znając matematycznego opisu zmiennych i a przede wszystkim ich zmieniającego się wpływu na rynek jesteśmy cały czas tak samo bezradni, choć mądrzejsi o wiele rzeczy. Mądrzejsi tym, że znamy narzędzia które mamy wraz z ich wadami. Tylko szukając dalej, słuchając i w naszym przypadku czytając będziemy się dalej rozwijać. I to wcale nie znaczy, że analityk techniczny ma ignorować dane płynące z innego typu analizy czy to fundamentalnej czy portfelowej. Rynek moim zdaniem trzeba czytać ze wszystkich stron...co nie jest równoważne z tym, że osiągniemy sukces. Szansa na to może być po prostu większa...
Literatura m.in:
Edgar E. Peters Teoria chaosu a rynki kapitałowe
| « poprzednia | następna » |
|---|
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.